Biało-pomarańczowo.
Śniadanie najlepiej smakuje, gdy jest słodkie. Tak subtelnie. Ma sprawiać, że chce mi się wstawać rano z ciepłego łóżka. Starannie obmyślone, wymarzone. Codzienny mały prezent dla siebie. Szczypta pozytywnego egoizmu.
Omlet to taki luksus... z aromatyczną skórką pomarańczy, delikatnym domowym tofu, dynią, która wydobyta ze słoika przypomina o ciepłej jesieni. A za oknem tak zimno i biało... To nic, że wstałam wcześniej, by pomęczyć sąsiadów ubijaniem piany o szóstej rano. Warto.
Orkiszowo-pomarańczowy omlet
2 jajka
łyżeczka cukru trzcinowego
łyżka orkiszowej mąki z pełnego przemiału
skórka otarta z małej pomarańczy
skórka otarta z małej pomarańczy
skórka otarta z nektarynki
cynamon, 2 strąki kardamonu
sól
sól
Dodatki:
domowa dynia w cukrze ze słoika
plaster delikatnego tofu
nektarynka
cynamon
Białka ubić z cukrem i solą na dość sztywną pianę, wmieszać żółtka. Dokładnie wmieszać mąkę razem z cynamonem i utartym w moździerzu kardamonem. Dorzucić skórki (owoce muszą być wymyte i sparzone). Konsystencja ma być leciutko lejąca. Smażyć na patelni teflonowej, na małym ogniu, pod przykryciem, by omlet był bardziej puszysty. Gdy się przyrumieni z pomocą łopatki przewrócić na drugą stronę.
Udekorować i delektować się nie myśląc o uciekającym autobusie.
Smacznego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz